Zbliża się okres świąteczny i chociaż ja w tym roku Świąt nie obchodzę, to z chęcią podzielę się z Wami tym, czego zdążyłam dowiedzieć się o obchodzeniu Bożego Narodzenia po australijsku.
Po pierwsze, tak jak u nas najważniejszym dniem w trakcie Świąt jest Wigilia, czyli 24 grudnia, tak w Australii (i ogólnie w krajach anglosaskich) Święta zaczynają się w Christmas Day, czyli 25 grudnia. To wtedy organizowane są spotkania z rodziną czy znajomymi. Nie ma tutaj wieczerzy wigilijnej, za to przygotowuje się lunch, na którym króluje mięso – kurczak, indyk, szynka. Kiedy powiedziałam w pracy, że u nas w Wigilię nie je się mięsa, byli mocno zaskoczeni, jeśli nie zaszokowani 😀 Dodatkowo czasem potrawy podaje się na zimno, bo jest po prostu za gorąco, żeby dodatkowo rozgrzewać się jedzeniem na ciepło. Australijczycy często też organizują BBQ na plaży i w taki sposób obchodzą Święta – w klapkach, wylegując się plaży czy surfując.
W nocy z 24/25 grudnia Mikołaj zostawia prezenty, które rano są chętnie otwierane nie tylko przez dzieci, ale i dorosłych. Kolejny dzień to Boxing Day, czyli 26 grudnia. To też dzień rodzinnych spotkań, ale i wielkich wyprzedaży w sklepach.
Warto dodać, że okres świąteczny pokrywa się ze szkolnymi wakacjami, więc Australijczycy często gdzieś wyjeżdżają – albo zwiedzają własny kraj, albo lecą do Nowej Zelandii czy krajów azjatyckich. Wiele przedsiębiorstw zamyka swoją działalność na te 2 tygodnie – od świąt do aż nowego roku – a pracownicy są wtedy zmuszeni do wzięcia urlopu (a przysługuje im 20 dni urlopu w roku).
W grudniu bardzo popularne są Christmas parties organizowane przez firmy. Nie są to jednak spotkania wigilijne w naszym rozumieniu – oczywiście jest organizowany lunch, ale dodatkowo zazwyczaj jest zaplanowana jakaś atrakcja na świeżym powietrzu. U mnie było to Lawn Ball, czyli gra w bule na trawie i na boso 😀 Nie zostałam fanką tego sportu, ale śmiesznie było obserwować ile emocji wywoływała ta gra u Australijczyków, którzy poczuli nutkę rywalizacji. Na lunch była zamówiona pizza i różne sałatki, a na deser – pizza z nutellą (zakochałam się!) i lody. Chociaż muszę przyznać, że słuchanie „Last Christmas” w 30-stopniowym upale i z widokiem na palmy nie do końca mi się komponowało 😛
W Australii nie obchodzi się mikołajek 6 grudnia, jednak istnieje idea „Secret Santa”. Przez ostatnie 2 tygodnie przychodząc do pracy prawie codziennie napotykałam różne prezenty zostawione na moim biurku, właśnie od „tajemniczego Mikołaja” 🙂 Ciekawym pomysłem jest też „Elf on the shelf”. Kiedy zapytali mnie w pracy, czy mamy takie coś w Polsce, nawet nie wiedziałam o czym mówią. Ale Google ponownie przyszedł z pomocą 😀 Okazało się, że rodzice na początku grudnia ustawiają figurkę albo maskotkę elfa w pokoju swoich dzieci, który odtąd je obserwuje i sprawdza, czy są grzeczne. To specjalny wysłannik Św. Mikołaja, który potem przekazuje swoje spostrzeżenia Mikołajowi i dzięki temu na Biegunie Północnym wiedzą, czy dane dziecko zasługuje na prezenty 😀
Ja jednak nie doświadczę Świąt Bożego Narodzenia w Australii. Czy jest mi z tym źle? W ogóle 😛 Kompletnie nie czuję klimatu Świąt. To trochę tak, jakby ktoś w lipcu puścił świąteczne piosenki i powiedział, że za tydzień mamy Wigilię. Niby patrząc w kalendarz, wiem, że wszystko się zgadza, ale patrząc za okno – już nie do końca 😛
A jakie mam plany na Święta? Zobaczycie! Czapka Mikołaja spakowana, a ja zaraz ruszam na lotnisko 😀









