Powrót do domu

Obudziłam się dziś o 5:30 po ok. 6h snu. Czuję się dobrze (i niech tak zostanie), choć bardzo mocno odczuwam zmianę strefy czasowej, z czym będę zapewne walczyć przez kolejne kilka dni.

Jeśli chodzi o wczorajszy (i przedwczorajszy 😀 ) dzień, to sam lot zniosłam całkiem dobrze. Fakt, spędziłam na pokładzie samolotu ponad dobę, ale i tak uważam, że to niewiele, biorąc pod uwagę jaki kawał świata pokonaliśmy (wciąż nie mieści mi się to w głowie). W ciągu zaledwie 23h byliśmy na drugiej stronie globu!

Oczywiście na pokładzie były wprowadzone specjalne środki ostrożności. Wszystkie stewardessy miały założone maski, a niektóre dodatkowo okulary ochronne i ochronne “fartuchy”. Serwis został ograniczony do minimum – na samym początku każdego z dwóch lotów dostaliśmy dwie kanapki, batoniki i 1,5l butelkę wody. Dodatkowo mieliśmy międzylądowanie w Singapurze, ale nie mogliśmy opuścić pokładu samolotu. Przerwa trwała jakieś 2h, a potem znowu byliśmy w powietrzu.

5 filmów i kilka drzemek później wylądowaliśmy w Warszawie. Nie mogliśmy od razu opuścić samolotu, bo czekaliśmy na wojskowych, którzy najpierw odebrali od nas formularze, gdzie podaliśmy miejsce, w którym będziemy spędzać dwutygodniową kwarantannę, a potem zmierzyli nam temperaturę. Z tego, co wiem, wszyscy zdali test 😀 Zanim jednak wysiedliśmy z samolotu, musieliśmy poczekać kolejne 2h, bo czekaliśmy na oficjalną zgodę na opuszczenie pokładu.

Myślałam, że najgorsze już za mną, ale jak się okazało, najgorszy etap podróży miałam dopiero przed sobą. Kiedy już odebrałam walizki (to zawsze wielka ulga, kiedy widzę swój bagaż na taśmie), mogłam zapisać się na darmowy autobus jadący do Poznania. Niestety nie załapałam się na wcześniejszy autobus (dwie osoby przede mną zajęły ostatnie miejsca :/ ), co mnie trochę podłamało, bo następny miał jechać dopiero za 3h. Powiedziano mi jednak, że jeśli zbierze się 20 osób, to zorganizują transport wcześniej. Trzymając się tej myśli, obserwowałam ile osób zapisuje się na ten sam kierunek. Niestety mimo że wydawało mi się, że było spore zainteresowanie, to autobus przyjechał parę minut przed planowaną godziną, czyli 18. Jako że była to dla mnie już 4 rano, to byłam strasznie zmęczona i dosłownie zasypiałam na siedząco. Ustawiłam sobie budzik, żeby nie przejechać przystanku, bo co chwilę zasypiałam i budziłam się parę minut później. Poza tym nie mogłam patrzeć na drogę, bo stresowałam się, że jedziemy po „złej” stronie 😛

W końcu po godz. 22 dojechaliśmy na miejsce. Zdecydowanie zaskoczył mnie mróz – wiedziałam, że w Polsce będzie zimno, tym bardziej że był już wieczór, ale żeby pod koniec marca drętwiały mi z zimna ręce?! Starając się przystosować do prawie 30-stopniowej różnicy temperatury, ciągnęłam za sobą 35-kilogramowy bagaż i marzyłam już tylko o tym, żeby dostać się do mieszkania i ciepłego łóżka. Kiedy to w końcu nastąpiło, zasłoniłam rolety, spodziewając się, że będę spała przynajmniej do południa (a jak wiecie z początku tego wpisu, wyszło nieco inaczej 😛 ), po czym zasnęłam w ciągu minuty.

Tym samym rozpoczęłam swoją 14-dniową kwarantannę, którą spędzam w ciszy i spokoju w wynajętym mieszkaniu. Jeszcze nie wiem jak wykorzystam ten czas, choć pomału robię sobie listę zadań. Przede wszystkim jednak muszę przystosować się do nowej rzeczywistości, bo wciąż do mnie nie dociera, że jestem już w Polsce. Decyzję o powrocie podjęłam dość spontanicznie, więc nie miałam czasu na mentalne przygotowanie się do powrotu. Skupiłam się na zamknięciu wszystkich spraw w Australii i spakowaniu całego 6-miesięcznego dobytku. Nadal więc łapię się na tym, że liczę 10-godzinną różnicę czasu i że dziwię się, że ludzie za oknem chodzą w puchowych kurtkach. Tak, jest mi trochę dziwnie 😛 Poza tym w planie czytanie książek, nadrabianie zaległości w blogu i zapoznawanie się z nowościami na Netflixie jako że przez pół roku nie miałam nawet dostępu do telewizora. No i czekam na kontrolę policji 😀

A jak wszystko pójdzie dobrze, to za dwa tygodnie wreszcie zobaczę się z rodziną 🙂

Leave a comment

Blog at WordPress.com.

Up ↑

Design a site like this with WordPress.com
Get started